Moja przygoda z marketingiem bezpośrednim zaczęła sie w roku ... 1979 , kiedy wszystko to, o czym piszemy na tym portalu nie było jeszcze w ogóle nazwane. Wtedy sprzedaż wprost użytkownikowi nazywała się po prostu akwizycją.
Jako 18 latek biegałem po klatkach schodowych bloków całej małomiasteczkowej Polski sprzedając usługi wnętrzarskie. Drugie drzwi, kraty w oknach, zamki, zabudowy itp. Na półkach sklepów było wtedy towarów niewiele. Ludzie chętnie wydawali pieniądze na cokolwiek. Tymczasem wąska grupa zawodowa wybrała sobie zajęcie polegające na Sprzedawaniu, które - jak wiemy - znacząco różni się od oczekiwania aż ktoś kupi....
Nie mielismy seminariów szkoleniowych, ani podręczników. To nie Brian Tracy, ani Zig Ziglar byli naszymi autorytetami lecz żywe legendy naszego środowiska. Ludzie "piszący po 30-40 kwitów" dziennie. Mieliśmy też, a jakże, swoje rankingi i swoją etykę branżową. Nie znając się wzajemnie, zostawialiśmy sobie informacje na odwrocie obrazów wiszących w pokojach dwugwiazdkowych hoteli. O wynikach rekordzistów, o "schodzonych" już dzielnicach, o tym gdzie barmanka oszukuje i gdzie są przychylne dziewczyny...
Ten świat umarł. Jego odejście w niebyt zaczęło się gdzieś tak pod koniec PRL-u. Biznes akwizycyjny zabiły domofony w blokach, podaż naszych usług w sposób ogólnodostępny, na koniec Prawo Konsumeckie i inwazja z Zachodu firm sprzedażowych i MLM w konwencji dobrze nam dziś znanej.
Czasami tęsknię za tym światem, który zaginął. Tanimi hotelami, trunkami, dżinsami i perfumami z Pewexu, dziewczynami w każdym mieście, przemieszczaniem się do pracy z Gdańska do Rzeszowa samolotami, a do Torunia czy Piły taksówką...
To se ne vrati, tak jak nie wróci młodość...
To była wszak wspaniała szkoła skuteczności i sztuki eksterminacji swojego demona lęku przed odmową. To były wielkie, jak na owe czasy zarobki. W pocie i z zaciśniętymi zębami wypracowywane. Puszczane lekko i z gestem...
Do sprzedaży wróciłem po zatoczeniu szerokiego koła poszukiwań "normalnej pracy" i próbowaniu różnych biznesów w 1994 roku. W czerwcu 1996 zostałem najlepszym na świecie Sprzedawcą odkurzaczy Rainbow, które moi szefowie kazali mi nazywać "urządzeniem ekologiczno-medyczno-czyszczącym" i jako takie prezentować...
Nigdy nie byłem jednak faworytem firmy Rainbow. Zawsze czarną owcą. Nawet wywożony na Meetingi do Dallas i Las Vegas, nawet utrzymujący już jako Area Distributor świetne wyniki, gdy firma schodziła z rynku...
Nazywałem bowiem rzeczy po imieniu. Odkrywałem sekrety korporacyjne, wyśmiewałem wszelkie metody manipulacyjne. Walczyłem ciagle o pieniądze dla swoich dealerów.
Nie chciałem "sprezesieć". Byłem do samego końca "grającym trenerem" i aktywnym sprzedawcą. Ani wtedy, ani już nigdy później nie wymagałem od nikogo więcej niż od siebie.
W latach 1998-99 powoli przekształciłem swoje biuro Rainbow w "spółdzielnię dealerską DEMO".
W eksperymentalny twór, w którym sprzedający na prezentacjach odkurzacze, filtry osmotyczne, maty do hydromasażu zarabiali 1/3 uzyskanej ceny detalicznej, a nie obelżywe kilkusetzłotowe prowizje, które płacono dealerom takich sprzętów w rozmaitych firmach sprzedażowych.
Uwolniłem ceny z wszelkich schematów, oddałem "swoim" wszystko, co możliwe. Płacąc im 3 x lepiej niż ktokolwiek inny za tą samą Sztukę Sprzedaży. Mentalnie byłem ciągle bowiem jednym z nich.
Oczywiście nie przyspożyło mi to miłości w środowisku polskiej sprzedaży bezpośredniej.
W 2003 roku sąsiad, chłopak "z tej samej bajki" - Maurycy Turek zaproponował mi zbudowanie od zera organizacji MLM opartej o polski kolagen biologicznie aktywny, ekstrahowany ze skór rybich. Produkty unikalne na skalę światową i niezwykle skuteczne. Biznes w 100% polski.
Zgodziłem się nie od razu i pod twardymi warunkami. Miał być to network ultraliberalny. Rzeczywiście polski także zwyczajami i zasadami działania. Odchodzący od wszystkich cech klasycznego, amerykańskiego modelu MLM, który uważam za manipulatorski, sekciarski, obcy naszej mentalności i obelżywie płacący.
I tak powstał COLWAY - jeden z niewielu na świecie MLM bez "startera", a za to z planem finansowym wpisanym do Umowy - aktu cywilno-prawnego zawieranego z spółką jawną, co oznacza też osobistą odpowiedzialność właścicieli całym majątkiem za każdą należność.
Jedyny na świecie MLM, gdzie obroty można w dowolny sposób przestawiać, aby wyciagnąć z systemu matematyczne maximum prowizji. Gdzie prowizje te wypłaca się nie po dwóch miesiącach, a po kilku dniach od zamknięcia miesiąca. Bywa, że za obrót, który realnie jeszcze nie nastąpił. Autorytety MLM-u powiadały, że biznes tak warcholski nie ma szansy na sukces. Że zbyt wiele złamaliśmy kanonów, by dogodzić uczestnikom... A jednak COLWAY przetrwał. Już ósmy rok w powolnym, ale nieustannym wzroście. Wkrótce sprzedaje drugi milion swoich produktów i przekracza też milion euro obrotu /mc. Czyli jest przyzwoitym średniakiem na polskiej mapie MLM. Jest też jednym z dwóch dopiero obok FM Group w historii, polskim network marketingiem , który odwrócił wektory ekspansji. Jego uczestnicy nie są ostatnim ogniwem w łańcuchu pokarmowym, który ciągnie się np. od USA. Jesteśmy pierwsi. Wychodzimy na świat z polskim, sensacyjnym wynalazkiem biochemicznym. Z polskim eliksirem młodości. I z polskim modelem marketingu wilopoziomowego z ludzką twarzą. Colway otwiera kolejne ekspozytury zagraniczne.
Pozostałem "trenerem grającym". "Niesprezesiałym", spoufalonym ze swoją drużyną.
Osobiście szkolącym, rekrutującym i sprzedającym po dziś dzień.
Na tych łamach będę każdorazowo wypowiadał się w opcji liberalnej, a piętnował wszystko, co nakłada ograniczenia na Uczestników biznesów sieciowych w Polsce. Popierałem od początku linię programowo-polityczną Network Magazynu i jego walkę o etykę i wizerunek branży.
Zaangażowałem się znacząco w publicystykę na Suportio, gdzie moja Organizacja ma także swoje Forum wewnętrzne, co powoduje, że zaglądam na ten portal codziennie.
Na Forum Ogólnym specjalizuję się w pokazywaniu biznesu MLM od jego strony prawdziwej, nie spaczonej propaganda firmową i dogmatyzmem.
Chciałbym przyczynić się do wyznaczania zupełnie nowych standardów w polskim MLM.
Zarys moich poglądów przedstawia wywiad, który można obejrzeć na: http://www.youtube.com/watch?v=1A_V-dQnMCs
Całą swoją wieloletnią działalnością w marketingu bezpośrednim zabiegałem o to, by na pierwszym miejscu w tym Biznesie był zawsze Człowiek kreujący obrót. Dopiero daleko potem firma i jej interesy. "Rząd bowiem wyżywi się sam" powiedziano kiedyś, natomiast uczestnicy network marketingów w mojej Ojczyźnie zasługują na wiele więcej, niż obecnie mają. Na więcej Szacunku, na więcej swobody działania, na więcej gwarancji prawnych, zawartych w podpisywanych umowach, na więcej zaufania i na trochę inny "podział tortu" wpływów z obrotu, co oznacza natychmiast : więcej pieniędzy !
Piętnuję także wszelkie programowe działania za pomocą których rekrutuje się do MLM-u nowych uczestników, poprzez uciekanie się do kłamstw, manipulatywych obietnic i podobnych technik.
Propaguję biznes sieciowy, w którym mówi się od początku całą o nim prawdę.
Optuję za sprowadzaniem do rozsądnych granic legend marketingowych, jakie dopisuje się produktom dystrybuowanym w MLM, a które często obrażają inteligencję konsumenta.
Obśmiewam wszelkie zjawiska hermetyzowania struktur MLM, indoktrynacji mającej na celu ślepe, bezkrytyczne przywiązywanie uczestników do firmy, lidera, czy produktu.
Uważam, że należy zastępować to merytorycznymi szkoleniami z zakresu umięjetności i kompetencji. Network marketing postrzegam jak wyuczalne rzemiosło, którego można nauczyć większość ludzi rezygnując z socjomanipulacyjnych technik zbiorowej hipnozy.
Jestem przeciwnikiem instytucji "pakietu startowego", który moim zdaniem służy głownie temu, by organizatorzy biznesu zarabiali także na tych, ci odpadają.
Twierdzę że pakiet startowy i tzw. "biznes narzędzi pomocy" to dwa główne czynniki, jakie kształtowały przez lata negatywną recepcję biznesu MLM w społeczeństwie.
Zwalczam działania zawodowych "łowców głow", jakich cyklicznie przysyłają do Polski niemieckie lub amerykańskie duże korporacje MLM.
Włączę się w każdą akcję, której celem będzie propagowanie liberalnego modelu MLM i poprawa zewnętrznego wizerunku tej branży. W każdy pomysł, który znosi bariery pomiędzy Uczestnikami różnych biznesów sieciowych. Który ułatwia "mieszanie się krwi", pluralizm, poznawanie innych środowisk - a w rezultacie wymusza większą dbałość o "swoich", czyli po prostu zdrową konkurencję.
Bariery te są moim zdaniem sztucznie ustawiane przez zarządy firm i liderów dążących do hermetyzowania struktur, co ułatwia im utrzymanie monopolu na "rząd na duszami", ale w odbiorze społecznym stygmatyzuje naszą społeczność, która jest przez to krzywdząco postrzegana jako środowisko sekciarskie.
To jest moja historia i moje biznesowe credo.
Praktyczny wymiar moich działań w ostatnich latach obrazuje www.colway.net.pl
Jarosław Zych – Colway
Zwiń870/18

