Jarosław Zych – Colway

Zwiń
Podziel się z innymi Jarosław Zych
474/13

Jarosław Zych – Colway

Moja przygoda ze sprzedażą bezposrednią zaczęła sie w roku ... 1979 , kiedy wszystko to, o czym piszemy na tym portalu nie było jeszcze w ogóle nazwane. Wtedy sprzedaż bezpośrednia nazywała sie po prostu akwizycją. Jako 18 latek biegałem po klatkach schodowych bloków całej małomiasteczkowej Polski sprzedając usługi wnętrzarskie. Drugie dzrzwi, kraty w oknach, zamki, zabudowy itp. Na pólkach sklepów było wtedy towarów niewiele. Ludzie chętnie wydawali pieniądze na cokolwiek. Tymczasem wąska grupa zawodowa wybrała sobie zajęcie polegające na Sprzedawaniu rzeczy, które absolutnie trzeba było sprzedać. Nie mielismy seminariów szkoleniowych, ani podręczników. To nie Brian Tracy, ani Zig Ziglar byli naszymi autorytetami lecz "Kurczak" , "Świstak" i "Łysy" - legendy środowiska. Ludzie "piszący po 30-40 kwitów" dziennie. Mieliśmy też, a jakże, swoje rankingi i swoją etykę branżową. Nie znając się wzajemnie, zostawialiśmy sobie informacje na odwrocie obrazów wiszących w pokojach dwugwiazdkowych hoteli. O wynikach rekordzistów, o "schodzonych" już dzielnicach, o tym gdzie barmanka oszukuje i gdzie są przychylne dziewczyny...
Ten świat umarł. Jego odejście w niebyt zaczęło się gdzieś tak pod koniec PRL-u. Biznes akwizycyjny zabiły domofony w blokach, podaż naszych usług w sposób ogólnodostępny, na koniec Prawo Konsumeckie i inwazja z Zachodu firm sprzedażowych i MLM w konwencji dobrze nam dziś znanej.
Czasami tęsknię za tym światem, który zaginął. Tanimi hotelami, trunkami, dżinsami i perfumami z Pewexu, dziewczynami w każdym mieście, lataniem "na dekiel" z Gdańska do Rzeszowa samolotami, a do Torunia czy Piły taksówką... T se ne vrati, tak jak nie wróci młodość. To była wszak wspaniała szkoła skuteczności i sztuki eksterminacji swojego demona lęku przed odmową. To były wielkie, jak na owe czasy zarobki. Sięgające wartości połowy "malucha" miesięcznie. W pocie i z zaciśniętymi zębami wypracowywane. Puszczane lekko i "z gestem"...

Do sprzedaży wróciłem po zatoczeniu szerokiego koła poszukiwań "normalnej pracy", czy tam biznesu dopiero w 1994 roku. W czerwcu 1996 zostałem najlepszym na świecie Sprzedawcą odkurzaczy Rainbow, które moi szefowie kazali mi nazywać "urządzeniem ekologiczno-medyczno-czyszczącym" i jako takie prezentować. Bo przecież odkurzacz nie mógł kosztować 1900 USD, czyli wieloletnich oszczędności całej rodziny. Sprzedałem ich 254 sztuki. Moja grupa blisko 3000. Nigdy nie byłem jednak faworytem firmy Rainbow. Zawsze czarną owcą. Nawet wywożony na Meetingi do Dallas i Las Vegas, nawet utrzymujący już jako Area Distributor świetne wyniki, gdy firma chyliła sie ku upadkowi... Nazywałem bowiem rzeczy po imieniu. Odkrywałem sekrety korporacyjne, wyśmiewałem wszelkie metody manipulacyjne. Walczyłem ciagle o pieniądze dla Dealerów. Nie chciałem "sprezesieć". Byłem do samego końca "grającym trenerem" i aktywnym sprzedawcą. Ani wtedy, ani juz nigdy później nie wymagałem od nikogo więcej niż od siebie.
W latach 1998-99 powoli przekształciłem swoje biuro Rainbow w "spółdzielnię dealerską DEMO". W eksperymentalny twór, w którym sprzedający na prezentacjach odkurzacze, filtry osmotyczne, maty do hydromasażu zarabiali 1/3 uzyskanej ceny detalicznej, a nie obelżywe kilkusetzłotowe prowizje, które płacono dealerom takich sprzętów w rozmaitych firmach sprzedażowych. Uwolniłem ceny z wszelkich schematów, oddałem swoim Dealerom wszystko, co możliwe. Płaciłem im 3 x lepiej niż ktokolwiek inny za tą samą Sztukę Sprzedaży. Mentalnie byłem ciągle bowiem jednym z nich. Oczywiście nie przyspożyło mi to miłości w środowisku polskiej sprzedaży bezpośredniej.
W 2003 roku sąsiad, chłopak "z tej samej bajki" - Maurycy Turek zaproponował mi zbudowanie od zera firmy MLM opartej o polski kolagen biologicznie aktywny, ekstrahowany ze skór rybich. Produkty unikalne na skalę światową i niezwykle skuteczne. Biznes w 100% polski i całkowicie nasz. Zgodziłem się nie od razu i pod twardymi warunkami. Miał być to network ultraliberalny. Rzeczywiście polski. Odchodzący od wszystkich cech amerykańskiego modelu MLM, który uważałem i nadal uważam za manipulatorski, obcy naszej mentalności i obelżywie płacący. I tak powstał COLWAY - jedyny na świecie MLM bez "startera" z planem finansowym wpisanym do Umowy - aktu cywilno-prawnego zawieranej z spólką jawną, co oznacza osobistą odpowiedzialność właścicieli całym majątkiem za każdą należność. Jedyny na świecie MLM, gdzie Leaderzy zdarza się że zarabiają więcej od zarządu, gdzie obroty można w dowolny sposób przestawiać, aby wyciagnąc z systemu matematyczne maximum prowizji. Gdzie prowizje te wypłaca się nie po dwóch miesiącach, a po kilku dniach od zamknięcia miesiąca. Bywa, że za obrót, który realnie jeszcze nie nastąpił. Autorytety MLM-u powiadały, że biznes tak warcholski nie ma szans przetrwania. Że zbyt wiele złamaliśmy kanonów, by dogodzić uczestnikom... A jednak COLWAY przetrwał. Juz ponad 5 lat przy powolnym ale nieustannym wzroście. W listopadzie 2009 r sprzedaje swój m i l i o n o w y produkt i przekracza też milion euro obrotu /mc. Czyli jest przyzwoitym średniakiem na polskiej mapie MLM. Jest też jedynym w historii polskim network marketingiem , który odwrócił wektory ekspansji. Jego uczestnicy nie są ostatnim ogniwem w łańcuchu pokarmowym, który ciągnie się np. od USA. Jesteśmy pierwsi. Wychodzimy na świat z polskim sensacyjnym wynalazkiem biochemicznym. Z polskim eliksirem młodości. I z polskim modelem marketingu wilopoziomowego z ludzką twarzą. Pozostałem "trenerem grającym". "Niesprezesiałym", spoufalonym ze swoją drużyną. Osobiście szkolącym, rekrutującym i sprzedajacym po dziś dzień. Na tych łamach będę każdorazowo wypowiadał się w opcji liberalnej, a piętnował wszystko, co nakłada ograniczenia na Uczestników biznesów sieciowych w Polsce. Popieram linię programową Network Magazynu i jego walkę o etykę i wizerunek branży. Popieram pomysł Suportio i inicjatywy red. Macieja Maciejewskiego. Moje poglądy idą jednak znacznie dalej. Uważam większość MLM-ów w Polsce, przybyłych z daleka za marketingi krwiożercze, schematyczne, bezduszne i skandalicznie dzielące pieniądze. Chciałbym przyczynić się do wyznaczania zupełnie nowych standardów w polskim MLM. Uważam, że największym nieszczęściem MLM-u jest tzw. "pakiet startowy" a za nim idą : manipulowanie ludźmi, sekciartstwo, tytułomania i zarobkowanie na materiałach szkoleniowych oraz reklamowych. Wreszcie - degradowanie ludzi z osiągnietych poziomów i zmienianie raz przyjętych reguł na niekorzyść uczestników. Na pierwszym miejscu ma być zawsze Człowiek kreujacy obrót. Dopiero daleko potem firma i jej interesy. "Rząd bowiem wyżywi się sam" powiedziano kiedyś, natomiast uczestnicy network marketingów w mojej Ojczyźnie zasługują na wiele więcej, niz obecnie mają. Na więcej Szacunku, na więcej swobody działania, na więcej zaufania i na więcej pieniędzy ! Będę także piętnował wszelkie działania nieetyczne w sferze przewerbowywania uczestników jednej sieci do innej za pomocą kłamstw, oszukańczych obietnic, intryg, spamu itp. Działań zawodowych "łowców głow" , jakich cyklicznie przysyłają do Polski niemieckie lub amerykańskie duże korporacje MLM. Właczę się w każdą akcję, której celem będzie poprawa zewnętrznego wizerunku branży.
To jest moje credo i moja historia.

Dane

Pokaż

Ostatnie aktywności

Pokaż

Komentarze

Pokaż

Jarosław Zych

  • Informacje
  • Wspólne kontakty
  • Kontakty (474)
  • Strona prywatna
  • Napisz wiadomość

Szukaj

Logo_grupamlm Arrow Logo_suportio Logo_networkmagazyn Logo_lidersklep Logo_vidnet