Mieczysław Krause – Lyoness

Zwiń
Wyślij Mieczysław Krause
17/0

Mieczysław Krause – Lyoness

Jestem na SUPORTIO w następstwie artykułu "Reformuj się, albo giń", opublikowanego w lutowym '2011 n-rze NETWORK Magazynu, oraz - równolegle - tutaj.

Jest on moim networkowym "credo" - zawiera w "pierwszej odsłonie" na SUPORTIO ocenę obecnego stanu branży, a w "odsłonie drugiej' nakreśla jej perspektywy, akcentując potrzebę zmian jako warunek przetrwania i rozwoju. Mam nadzieję, iż poprzez niego przedstawiam się klarownie i wyczerpująco. Komentarz niżej jest podsumowaniem dyskusji, jaką artykuł wywołał.

Żywość dyskusji po pierwszej odsłonie i zgodność większości wypowiedzi z moimi poglądami zaskoczyły mnie.
Wszystkim Wam, którzy zabraliście głos, z głębi serca mówię WIELKIE DZIĘKI!

Mówię zarówno tym, którzy się ze mną zgadzają - jak i tym, którzy mnie skrytykowali. Wszyscy bardzo mnie wzbogaciliście, wszystkim bez wyjątku jestem nadzwyczaj wdzięczny. Nie tylko za poparcie i miód na serce, bo któż jest wolny od największego ludzkiego pragnienia - akceptacji przez innych?
Przede wszystkim dziękuję Wam za potwierdzenie sensu i potrzeby wyciągnięcia na światło dzienne tych ważnych spraw branży, od których zależy najwięcej, a które z różnych powodów są skrywane. Których ujawnianie jest tępione. Budzi histeryczne zarzuty o "niszczenie motywacji", "psucie biznesu", "nieznajomość networku", "negatywizm". Mnie jako autora oskarżono o "budowę swego wizerunku cudzym kosztem". To niektóre z zarzutów, dość skutecznie klinujące usta tym, którzy dostrzegają, że "KRÓL JEST NAGI".

W dyskusji wypowiedziało się kilkadziesiąt osób, nie tylko komentując ale i uzupełniając mój tekst szeregiem celnych i unikalnych spostrzeżeń, doświadczeń, aspektów. I tu pojawia się mój wielki kłopot - wszystkim Wam chciałbym odpowiedzieć indywidualnie i szczegółowo, z nazwiska. Jednak wtedy ta moja odpowiedź stałaby się dla ogółu niestrawną, zbyt analityczną. Stąd, pamiętając o głosie każdego z Was, za konieczną uznałem syntezę. Proszę o wyrozumiałość, wierzę, iż na tym etapie się ze mną zgodzicie. A w dalszej dyskusji, jeśli się pojawi, odpowiem indywidualnie każdemu.

Dlaczego i dla kogo napisałem artykuł?
Na pewno nie z powodu uczuciowego zawodu do firmy, albo opisanego lidera, jak sugerują niektórzy. Chłopaki nie płaczą, a jak już, to raczej ze śmiechu.
Mnie w networku zafascynował ogrom niewykorzystywanych możliwości.
To jest kanwa artykułu - jakaż niewiarygodna szansa dla tych, którzy chcieliby się po nią schylić! Przed dyskusją byłem na 100% przekonany, że takich jest wielu, teraz jakoś mniej.

Z "wyuczonego" zawodu inżyniera-okrętowca pozostała mi ciekawość i dociekliwość - dlaczego coś działa albo szwankuje. Nie tylko wobec technicznych klamotów, ale i ludzkich postaw, zachowań. Dziś wiem, że emocjonalność to mechanizm precyzyjny i niezawodny, funkcjonujący wg ścisłych reguł - ich bezkarnie ignorować nie można.
Drugi mój inżynierski atawizm, to uwielbienie dla rzeczy wielkich. Wejdźcie w suchym doku pod kadłub stutysięcznika, to będziecie wiedzieć, co mam na myśli. Podobne odczucia wywołuje we mnie potęga duplikacji w wielopoziomowych strukturach - kwintesencja networku.

W szerszej perspektywie zabrałem głos z chęci pomocy wielu tysiącom tych, którzy w MLM szukają biznesowej szansy. Aby znaleźli drogę do sukcesu wśród sprzecznych żywiołów i prądów MLM-u. Aby nie stali się zwierzyną w nie swoich łowach. Albo na networkowej, proszonej kolacji byli na liście gości, a nie w jadłospisie.

Wśród Waszych wypowiedzi pojawiła się sugestia: "pokaż na swojej strukturze, czy to co głosisz, faktycznie działa". Hmmm...to logika, wg której kwalifikacje Małyszowego trenera określałaby długość jego osobiście oddanych skoków, a nie skoków Adasia.
Otóż mili - choć nigdy nie zbudowałem żadnej struktury MLM, to wg Waszej oceny nie najgorzej się orientuję, co w trawie piszczy. Trener Adama nie jest od skakania - ja też jestem trenerem, choć w innej konkurencji. Słuszność mojego stanowiska i sugerowanych rozwiązań liczy się efektami trenowanych. Te były i są, choć jeszcze nie w networku. Co nie oznacza, ze z budowania własnej struktury zrezygnowałem - robię to jednak dla kasy a nie jako test kwalifikacji trenerskich. Dla ich weryfikacji kluczowe jest rozwiązanie innej kwestii. Jeśli będzie mi dane się z nią zmierzyć.

Mianowicie w MLM zauważyłem powszechne przekonanie, że każdy networker i lider są w branży dla biznesowego sukcesu. Lecz pracując jeszcze w ubezpieczeniach na życie zastanawiałem się, dlaczego w kilkudziesięcio-osobowym oddziale firmy, 20% agentów przysparzających 80% kłopotów w ogóle w nim pozostaje. Ba, kurczowo się trzyma tej "pracy", pomimo kompletnego braku wyników i kasy. Wyjaśnienie przyniósł Eric Berne, amerykański (znów!!) psychiatra, w książce "W co grają ludzie"- jest w każdej bibliotece publicznej, obowiązkowa lektura liderów.
Berne odkrył, że ludzi ponad wszystko motywują tzw "głaski" - jednostki akceptacji i pochwały. Szybko to odkryli animatorzy struktur MLM i uczynili głaski monetą obiegową relacji wewnątrz struktur, skutecznie zastępującą pieniądze. Przemożne pragnienie głasków zaślepia jak narkotyk; zastępuje zarabianie.

Ale uścisk dłoni prezesa to nie wszystko, co jest zamiennikiem kasy dla liderów, wartym rezygnacji z niej. Ich zbyt często kręci sprawowanie "rządu dusz", czyli władzy. "Zarządzanie ludźmi" - wymuszanie posłuchu i eliminacja niepokornych dowartościowuje ich, syci potrzebę znaczenia. Niektórym liderom nie jest wstyd łupić swe struktury na "pomocach szkoleniowych" i polecanych szkoleniach. Dlatego walczą z firmowymi, konkurencyjnymi dla nich planami szkoleń i w ogóle odgórną, nawet najbardziej uzasadnioną ingerencją w ich struktury.
Taka postawa liderów w wielu firmach MLM jest prawdziwym problemem branży, zakłócającym nasz wygodny i łatwy obraz "my uczciwi dystrybutorzy" kontra "wredne zarządy firm MLM". Więc nie tylko firmy, ale i dystrybutorzy wyższego szczebla są przeciwni jakimkolwiek zmianom, postrzeganym jako zagrożenie swej władzy i korzyści.

Że zarządy firm networkowych są zakładnikami liderów struktur, dyktujących swe warunki, wiedziałem od dawna. Ale dopiero w wyniku dyskusji n/t artykułu, nie tylko na SUPORTIO, uzmysłowiłem sobie wagę problemu. Właśnie jego rozwiązanie warunkuje w pierwszej kolejności rozwój branży. Ale to kwestia na dalszą perspektywę, jak poruszona w artykule i dyskusji po nim.

Pierwsza odsłona "Reformuj się, albo giń" opisuje stan obecny. Lecz, jak mawiał nieoceniony Karol Marks: "Nie idzie o to, aby opisać świat, a o to, by go zmienić".
Temu celowi, w moim zamierzeniu służyć miała odsłona druga. Co z tym?

Uderza dysproporcja pomiędzy rozmiarem i temperaturą dyskusji w obu odsłonach. W pierwszej - 80 głosów, w drugiej, po tygodniu - 14. Dlaczego taka różnica?
Myślę, że przyczyny są trzy, ale nie podejmuję się rozstrzygnąć, która decydująca.
Po pierwsze - narzekanie jest milsze polskiemu sercu i łatwiejsze jak działanie i podejmowanie zmian.
Po drugie - druga odsłona utraciła efekt świeżości, zaskoczenia.
I po trzecie - zaproponowane zmiany sposobu widzenia branży i dróg jej naprawy zbyt daleko odbiegają od zastanych, wygodnych przyzwyczajeń. Jestem przekonany, że w hasła do Google jakie zaproponowałem, nie zajrzał nikt.

Więc co dalej w branży? Co dalej z moim buńczucznym celem wdrożenia w niej zdobyczy i rozwiązań współczesnego biznesu? Ano - do tanga trzeba dwojga. Nie tylko do wytykania cudzych błędów, ale przede wszystkim - zakasania rękawów na własnym podwórku.

Jednym słowem, jesteśmy, Szanowni Dżentelmeni i Czcigodne Damy, w punkcie wyjścia.










Dane

Pokaż

Ostatnie aktywności

Pokaż

Komentarze

Pokaż

Mieczysław Krause

  • Informacje
  • Wspólne kontakty
  • Kontakty (17)
  • Strona prywatna
  • Napisz wiadomość

Szukaj

Nasze serwisy: Logo_suportio